poniedziałek, 5 września 2016

Od Ezry

Urodziłam się w watasze na skraju gór Wilendel. Moi rodzice byli parą Beta, przez co stałam się szanowanym przez innych szczeniakiem. Ogólnie żyło mi się jak w bajce, bo mama przyjaźniła się z Alfą. Co wam będę opowiadać o rodzinie i znajomych? Może przejdźmy do wydarzenia, które zmieniło moje życie...
***Osiem miesięcy później, gdy ojciec Ezry umarł...***
Obudziłam się rano z dziwnym przeczuciem... Nie wyczuwałam, ojca. Rozglądnęłam się nerwowo po jaskini i spojrzałam na matkę, która stała nad martwym ciałem. Powoli podeszłam i spoglądnęłam na twarz ojca... On nie żył... 
- Ojcze... - szepnęłam rzucając mu się na szyję i przytulając do siebie. - Nie opuszczaj mnie! - krzyknęłam ze łzami w oczach.
- Ezra... - zaczęła mama.
- Co mu się stało!? - wydarłam się na całą jaskinię, wciąż płacząc.
- Otruto go... - szepnęła patrząc na mnie smutnym wzrokiem.
- To nie prawda, on musi żyć! - krzyknęłam odchodząc do kamiennej ściany i uderzając w nią łapą z całej siły. "Nie zostawiaj mnie..." - pomyślałam ze łzami w oczach patrząc na skaleczoną kończynę. 
- Ezra, ty krwawisz... - szepnął Eron podchodząc do mnie.
- Ale on nie żyje! - wskazałam na ojca nie przestając płakać...
- Spokojnie... - przytulił mnie do siebie.
Eron, to był mój "brat". Rodzice przygarnęli go kiedy był mały, przed naszymi narodzinami. Był ode mnie starszy o rok. Wychowywałam się z nim, ale nie traktowałam go jak brata, lecz jak przyjaciela. Bardzo bliskiego przyjaciela...
- Ja nie potrafię bez niego żyć... - szepnęłam wtulając się w niego.
- Masz jeszcze mnie, mamę i rodzeństwo - przytulił mnie do siebie mocniej.
***Dwa miesiące później...***
Obudziłam się wtulona w Eron'a. Dziś w nocy znów miałam koszmar o ojcu... W nocy tylko Eron się obudził i uspokoił mnie. Otwierając oczy, ujrzałam, że mama stoi przy wyjściu do jaskini i rozmawia z jakimś basiorem. 
- Kto to? - mruknęłam wstając. Najwyraźniej Eron też to poczuł i również podniósł się z ziemi.
- Tak jakoś wyszło, że... - zaczęła mama z uśmiechem.
- Jesteśmy parą. Nazywam się Wild - dokończył basior przytulając do siebie matkę.
- P-P-P-parą? - jąkałam się patrząc na nich z odrazą.
- No tak... - szepnęła.
- Nie będę mieszkać pod jednym dachem z jakimś debi*em - mruknęłam odsuwając się w stronę przyjaciela.
- No to masz problem - odpowiedział mi Wild, patrząc ze złośliwym uśmiechem. Wystawiłam w jego stronę język i odeszłam w stron spiżarni. 
***
No cóż... Nie polubiłam tego całego "Wild'a". Ledwo co ojciec umarł, a matka już sobie zanjduje pocieszenie w innym - niedorzeczne. Jak osiągnę wiek dwóch lat, to przysięgam, że ucieknę stąd. Razem z Eron'em.
***Dwa tygodnie później***
- Wstawaj... - usłyszałam w uchu głos Wild'a.
- Czego chcesz? - mruknęłam chowając pyszczek w łapach.
- A tego! - zakrył mi usta szmatką i chwycił za skórę na karku. W takiej pozycji wyniósł mnie na dwór i pobiegł przed siebie. 
Po kilku minutach nie wiedziałam gdzie on mnie prowadzi, a raczej ciągnie. Wyrzucając mnie z pyska, wgryzł się w moje skrzydło.
- Lepiej się stąd wynoś! - mruknął wypluwając z ust moje pióra.
- Nigdzie się nie wybieram! - powiedziałam z trudem.
- Ah tak!? WON! - krzyknął jednoznacznie i zaczął warczeć.
- Jeszcze tego pożałujesz... - szepnęłam oddalając się.
***
I tak właśnie rozpoczęła się moja podróż... Wyrzucana przez ojczyma zaczęłam iść... Przed siebie! Nie widziałam innej drogi, nie było powrotu. Jak Eron się dowie, to skopie Wild'owi dupę...
***
Wędrowałam tak przez kilka tygodni. W sumie to straciłam rachubę czasu, więc nie wiem ile minęło. Idąc przez nieznane mi tereny, dostrzegłam ogromny zamek na dziwnej górze. Spojrzałam na swoje skrzydło, "Czy dam radę tam podlecieć?" - pomyślałam spoglądając jeszcze raz na budowlę. 
- Raz kozie śmierć! - powiedziałam do siebie i powoli wzniosłam się w powietrze. 
O dziwo rana nie bolała tak jak wcześniej, ale coś jeszcze zostało... Lecąc do zamku starałam się utrzymać równowagę, co było trudne w moim wykonaniu. Będąc już na odpowiedniej wysokości, stanęłam niepewnie na ziemi. Rozglądnęłam się, nie dostrzegłam nikogo oprócz... Dostrzegłam, że w moją stronę zaczyna się zbliżać jakaś bardzo ładna wadera. Wyglądała bardzo młodo i miała różowe futro. Chyba szła w moim kierunku, bo cały czas patrzyła na mnie...
<Aramisa?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz